Podobno ferie to dla nauczycieli czas odpoczynku (patrz Karta nauczyciela). Moja szefowa zarządziła jednak, że część kadry będzie przychodzić do szkoły i pełnić dyżury bez dodatkowego wynagrodzenia (chyba że pieniądze się znajdą, to zapłaci). Na razie możemy to sobie wpisać w tzw. godziny karciane. Dyrektorka przekonywała nas w tak wymyślny sposób, iż sporo koleżanek i kolegów przyznało jej rację.
Zaczęła od pochwalenia polonistów, którzy sprawdzają dużo prac, matematyków, którzy poświęcają uczniom dodatkowe godziny, dużo ponad limit godzin karcianych, wspomniała o biologach, chemikach i historykach, którzy przygotowują olimpijczyków. Potem dopiero przeszła do pozostałych nauczycieli, którzy, jej zdaniem, wypełniają tylko minimum i nic poza tym. Dlatego ona uważa, że tacy nauczyciele powinni poczuwać się do pracy w ferie. Sumienie powinno im kazać przyjść do szkoły i zaopiekować się uczniami, którzy zechcą korzystać z zasobów szkoły (z komputerów, sali gimnastycznej, siłowni itd.). Następnie poinformowała, że w pokoju nauczycielskim wisi lista chętnych, na którą trzeba się wpisać przynajmniej kilka razy. Ile razy, to już pozostawia naszemu sumieniu.
Szefową natychmiast poparli poloniści, matematycy i wszyscy inni, którym dała do zrozumienia, że zasłużyli na odpoczynek i mogą do szkoły nie przychodzić. Tak oto poczuliśmy na własnej skórze, co to znaczy dzielić i rządzić. Jedna trzecia rady pedagogicznej ma wolne, a reszta nie wie, jak postąpić. Zadzierać z nową dyrektorką czy robić to, co pani każe?
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze