Kolega namówił mnie na udział w darmowym kursie z tzw. e-learningu. Myślałem, że będziemy chodzili razem, ale jakimś sposobem trafiliśmy do dwóch oddzielnych grup. Program był taki sam co do joty. Nawet prowadzący ci sami. Przyznam, że tak mi się spodobał ten kurs, iż zapisałem się na kontynuację, do czego zresztą zachęcał nas prowadzący. Razem ze mną chciał szkolić się kolega. Mnie przyjęto, ale koledze powiedziano, że nie może chodzić na kurs dla zaawansowanych, ponieważ, formalnie rzecz ujmując, właśnie ukończył takie szkolenie. Tak przynajmniej jest w papierach, jakie firma edukacyjna przedstawia, aby rozliczyć się z dotacji unijnej.
Kolega zbaraniał, ponieważ nie miał bladego pojęcia, że akurat jego kurs– podkreślam, identyczny jak mój– był dla zaawansowanych. Uczył się tego samego co ja, ale drogę dla poszerzenia wiedzy na kursie dla zaawansowanych ma zamkniętą. Nie można bowiem dwa razy chodzić na taki kurs. Unia by się przyczepiła. Co można poradzić na unijne przepisy?
Sekretarka z tej firmy wyjaśniła, że jest wyjście. Najlepiej by było, gdyby na kurs został zapisany inny nauczyciel, czyli słup, a na zajęcia chodziłby oczywiście mój znajomy. Kolega zapytał, a co z zaświadczeniem, w końcu ono też jest ważne. Sekretarka wyjaśniła, iż wystawione zostaną dwa zaświadczenia: jedno unijne dla słupa, a drugie wewnętrzne, ale tak samo ważne przy ubieganiu się o awans, dla prawdziwego uczestnika kursu. Ze znalezieniem słupa nie będzie problemu, ponieważ nie każdy ma czas chodzić na kurs, a zaświadczenie przyda się każdemu.
Koledze szczęka opadła nie z powodu samego przekrętu, tylko dlatego że sekretarka opowiadała o tym tak otwarcie. Jakby każdy nauczyciel bez oporów zgadzał się na uczestniczenie w przekrętach. Powiedziałem koledze, że zawsze może być tym pierwszym, który powie„nie”.
-SS-
Powrót | Do góry





Komentarze