Nieopatrznie oświadczyłem pewnemu uczniowi, że ukończy liceum pod warunkiem, iż nie podejdzie do matury. Chłopiec jest totalnym leniem i obibokiem, więc tylko dzięki mojej łasce może otrzymać ocenę dopuszczającą. Jednak nie wyobrażam sobie, aby taki nieuk miał prawo przystąpić do egzaminu dojrzałości. A co, jeśli zda?
Kilka godzin po moim oświadczeniu dyrektorka wzięła mnie na stronę i przepytała, czy rzeczywiście to powiedziałem. Publicznie, czyli tak, aby wszyscy uczniowie słyszeli. Szefowa stwierdziła, że chyba musiałem upaść na głowę, przecież nauczyciel nie ma prawa zakazywać uczniowi przychodzenia na maturę. Teraz mam publicznie oświadczyć, że zachęcam chłopca, aby na egzamin przyszedł. Mam to powiedzieć jasno i wyraźnie, aby wszyscy słyszeli. No i powiedziałem, bo co miałem robić.
Przez kilka dni koledzy mieli ze mnie ubaw. Stary, a głupi. Przecież takie rzeczy załatwia się cztery oczy. Należało chłopaka postraszyć i nakazać mu, aby na maturę nie przychodził, bo na nią nie zasłużył. I tyle, co możemy zrobić. Po cichu i na osobności straszyć, wierząc, że uczniowie dadzą się nabrać i na maturę nie przyjdą. Tak przynajmniej robią doświadczeni nauczyciele, tzn. pilnują się, aby nie wygadywać głupot przy świadkach.
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze