Dyrekcja wywiesiła organizację pracy w czasie matur. Wielu osobom szczęki opadły z wrażenia. Tak wiele godzin trzeba poświęcić, więc ludzie pytają, za ile. Każdy chce wiedzieć, czy szkoła zapłaci za siedzenie w komisjach. Szefowa nie pozostawiła żadnych złudzeń. Za pisemne matury nie dostaniemy ani grosza. To wszystko w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy. Poza tym– dodała– co to za robota siedzieć na maturze. Tylko za egzamin ustny można się spodziewać pieniędzy. Ale kiedy, tego nikt nie wie. Dyrektorka dodała, że za ustne też niedługo przestaną płacić.
40-godzinny etat z każdym rokiem robi się coraz bardziej pojemny. Już wrzucono do niego godziny karciane, wycieczki, wyjścia do kina i teatru, prowadzenie konsultacji dla maturzystów, udział w radach szkoleniowych, prowadzenie zebrań z rodzicami itd. Oczywiście, zaangażowanie w komisjach maturalnych też ma odbywać się w ramach etatu. Niedługo w 40-godzinnym tygodniu pracy zmieści się 100 godzin, a nasi przełożeni uznają, że wszystko w porządku. Nauczyciel ma przecież tyle wolnych dni, że powinien je odpracowywać.
No, dobrze, mógłbym się zgodzić na dodatkowe zaangażowanie w czasie egzaminów, gdyby robota była rozłożona po równo. Tymczasem jedni nauczyciele zostali uszczęśliwieni wieloma komisjami, natomiast inni prawie żadnymi. Jak nie płaci się za matury, to przynajmniej trzeba obarczać robotą sprawiedliwie. Oczywiście, nikt by nie narzekał, gdyby dodatkowo płacono. Co bardziej krewcy nauczyciele, zarzekają się nawet, że pójdą w maju na zwolnienie lekarskie. To jednak tylko słowa, puste obietnice. Nie wiem, co musiałoby się stać, ile jeszcze zadań musiano by nam włożyć na barki, abyśmy się zbuntowali i powiedzieli„Dość! Niech 40-godzinny tydzień pracy będzie naprawdę 40-godzinny i ani minuty więcej”.
-SS-
Powrót | Do góry





Komentarze
Ostatnio edytowany: 2011-04-13 14:11:02