Chociaż pracuję w sporym mieście, to jednak znam wielu nauczycieli z różnych szkół. Rodzice jednak nie są tego świadomi. Myślą, że mogą zmyślać i kłamać, gdyż ja tego nie sprawdzę. Jakiś czas temu poprosiłem na rozmowę rodziców pewnej uczennicy, która wagaruje. Sprawa według mnie jest prosta. Dziewczyna przestała przychodzić do szkoły, a jak przychodzi, to wychodzi wcześniej bez zgody wychowawcy. Uzbierało się sporo nieobecności, więc istnieje ryzyko, że nie otrzyma promocji. Rodziców poprosiłem po to, aby im uświadomić wagę problemu oraz abyśmy wspólnie znaleźli rozwiązanie. Tymczasem zostałem potraktowany jak idiota.
Otóż ojciec przedstawił mi cudowną historię swojego dziecka: zdolne, wrażliwe, utalentowane, ale– jak to geniusz — cierpi na jakieś zaburzenia emocjonalne, miewa depresyjne skłonności, bierze silne leki od bólu głowy itp. Nie przychodzi do szkoły, ponieważ śmieją się z niej koleżanki, dokuczają koledzy, nie rozumieją nauczyciele itd. Ponieważ słuchałem z zainteresowaniem, ojciec rozwinął skrzydła i opowiedział, jak było w gimnazjum. Tolerowano tam liczne nieobecności, gdyż uważano, że zdolnemu i utalentowanemu dziecku więcej się wybacza. Szkoła nawet wyszła z ofertą specjalnego programu i nauczania indywidualnego. Wszyscy byli dumni z takiej uczennicy, dlatego funkcjonowała tam na specjalnych prawach itd.
I tu tatuś popełnił wielki błąd. Nie wiedział bowiem, że były wychowawca córki to mój przyjaciel z czasów studiów. Jeszcze tego samego dnia pojechałem zweryfikować wszystkie informacje. Dowiedziałem się, że ojciec nakłamał, twierdząc, iż w gimnazjum otaczano szczególną opieką jego wrażliwe dziecko i przymykano oko na liczne nieobecności. Kolega powiedział, że miał bardzo rzadki kontakt z rodzicami. Zresztą nie było potrzeby często się spotykać, ponieważ córka była grzeczna, ambitna, ale niczym szczególnym się nie wyróżniała, ani na plus, ani na minus. Żadnych specjalnych programów ani indywidualnego nauczania nie prowadzono. Na wszelki wypadek pokazałem koledze zdjęcie wspomnianej uczennicy, gdyż już miałem wątpliwości, czy rozmawiamy o tej samej osobie. Tak, to była ona.
Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz zostałem okłamany przez rodzica. Dawniej gdy złapałem ojca czy matkę na kłamstwie, mówiłem o tym prosto w oczy. Jednak rodzic, zamiast się przyznać i przeprosić, bił się w piersi, że to prawda. Nie było sensu rozmawiać. Obecnie niczego nie prostuję. Nie chcą rodzice pomóc swojemu dziecku, tylko wolą oszukiwać wychowawcę, to niech tak robią. Ich sprawa,. Dlatego na drugim spotkaniu kłamliwemu ojcu stanowczo powiedziałem, że jak córka opuści jeszcze jedną lekcję z mojego przedmiotu, to będzie zdawać egzamin klasyfikacyjny. Zapewniłem, że podobnych reakcji ma się spodziewać ze strony innych nauczycieli. Nie będzie żadnego pobłażania. To liceum, a nie gimnazjum. Na razie, a minęło już kilka tygodni, dziewczyna przychodzi na wszelkie lekcje. Nawet grypa jej nie dotknęła, mimo że w marcu chorowała połowa klasy.
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze
Ostatnio edytowany: 2011-04-14 22:18:12