Przez kilka lat ubezpieczenia pracownicze w naszej szkole obsługiwała córka dyrektorki. Dlatego nigdy nie udało nam się zmienić firmy ubezpieczeniowej. Za każdym razem szefowa ucinała dyskusję, twierdząc, że ona wie lepiej, ponieważ sprawę osobiście prześwietliła i definitywnie przedyskutowała z agentem. Ani słowem jednak nie wspomniała, że tym agentem jest jej córeczka. Jednak wszyscy dobrze o tym wiedzieli.
Najzacieklej o zmianę walczyli nauczyciele, których małżonkowie są agentami ubezpieczeniowymi. Po prostu chcieli sami dobrać się do tego tortu. Z tego powodu nie byli wiarygodni dla reszty kadry. Większości było więc wszystko jedno, kto nas ubezpiecza. Poza tym nikt nie chciał zadzierać z szefową. Ostatnio jednak sama dyrektorka zainicjowała dyskusję o zmianie firmy ubezpieczeniowej. Okazało się, że córka zmieniła pracę i już nie działa w branży ubezpieczeń. Od paru dni przychodzą do nas różni agenci i kuszą. Zamiast odpoczywać na długiej przerwie, słuchamy, co oferują.
Koleżanka, której córka pośredniczy w ubezpieczeniach, nie może darować dyrektorce, że w ogóle nie bierze jej pod uwagę. Nauczycielka ta opowiedziała przyjaciółce (niestety, już wszyscy o tym wiedzą), że oferta córki jest najlepsza, ponieważ daje ona prowizję nie tylko szkole, ale także innym osobom. Na przykład księgowa na pewno nie będzie na tym stratna. Jak to usłyszałem, to mnie zamurowało. Zacząłem się zastanawiać, ile osób pośredniczy i zarabia na moim ubezpieczeniu. Wydawało mi się, że tylko agent i firma ubezpieczeniowa. Ewentualnie szkoła otrzymuje jakieś środki z przeznaczeniem na pomoce dydaktyczne czy coś innego. A tu okazuje się, że zarobi jeszcze księgowa i może kilka osób po drodze? Ciekawe, w jaki sposób agent odpala tym osobom prowizję? Pod stołem czy oficjalnie?
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze