Nieopatrznie pochwaliłem się w towarzystwie młodych nauczycieli, że mam płacone za prowadzenie koła zainteresowań (godziny karciane też realizuję, ale w formie pracy z uczniem słabym). Zapytałem któregoś razu, czy kolegom już wpłynęły pieniądze na konto, bo mnie jeszcze nie, a przecież już minął termin wypłat za koła. Młodzi zrobili wielkie oczy i zaczęli pytać, czy naprawdę dostaję forsę za dodatkowe lekcje. Okazało się, iż nie wszyscy w mojej szkole pracują za pieniądze. Niektórzy prowadzą koła zainteresowań za darmo, po prostu w ramach etatu.
Młodzi zaczęli tę sprawę badać i wtedy okazało się, że nauczyciele, którzy są w trakcie stażu na awans, nie otrzymują wynagrodzenia za koła, natomiast weterani, w tym ja, mamy podpisane umowy z Komitetem Rodzicielskim i dostajemy parę złotych ekstra. Stawka podobna jak za godzinę zastępstw. Mała, ale w ciągu roku uzbiera się niezła sumka. W sam raz na ubezpieczenie samochodu. Niestety, młodzi nie otrzymują nic. Gdybym wiedział, że to tak wygląda, to trzymałbym język za zębami i udawał, że też pracuję za darmo. A tak wyszło szydło z worka i młodzi poczuli się oszukani.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że starsi koledzy wpędzili mnie w poczucie winy. Otóż stwierdzili, że przez mój niewyparzony język w przyszłym roku możemy zostać zrównani w prawach z młodymi nauczycielami. Jak się bowiem dyrektorka dowie, że w naszym gronie są niesnaski z powodu wynagrodzeń za koła, to nikomu nie będzie płacić. Trzeba więc młodym kazać zamknąć buzię i wytłumaczyć, że jak będą nauczycielami dyplomowanymi, to też Komitet Rodzicielski będzie im płacił. Na razie niech lepiej przestaną myśleć o pieniądzach, bo jeszcze tego awansu nie zrobią. W końcu czymś się trzeba przed komisją wykazać.
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze