Polecamy:

Twoja ankieta w 3 krokach




pokoje-stancje.pl
Scenariusz przedstawie szkolnych
Lekcja w kinie

Święcimy Dzień Pański

Pobierz do PDF Wydrukuj stronę
Data dodania: 2010-10-14 17:54:19
Autor: Grażyna Kieruzel

Przedstawiam scenariusz lekcji religii przeznaczony do realizacji na katechezie w klasie II SP. Lekcja ma przybliżyć dzieciom znaczenie niedzieli jako dnia świętego.

Cele:

a) dydaktyczny: wskazanie uczniom właściwych sposobów świętowania niedzieli i podkreślenie jej znaczenia jako dnia świętego;

b) wychowawczy: uwrażliwienie dzieci na potrzebę uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej porzez wskazanie im głównych motywów uczestnictwa (miłość do Boga, potrzeba dziękczynienia za okazywaną przez Niego miłość).

Pomoce dydaktyczne:

materiały wizualne (np. obraz przedstawiający Pana Jezusa z dziećmi), hasła w postaci rozsypanki wyrazowej.

Przebieg lekcji:

I. Wstęp

1. Modlitwa i pieśń na rozpoczęcie katechezy.

2. Krótkie przypomnienie wiadomości z ostatniej lekcji.

3. Sprawdzenie zadania domowego.

II. Opracowanie

1. Wprowadzenie w temat lekcji (przeczytanie opowiadania pt.„Wierni rycerze«).

2. Przybliżenie dzieciom i podkreślenie potrzeby i istoty wierności Chrystusowi przez odkrycie podobieństw i znalezienie analogii między postawą wierności rycerzy z opowiadania, a postawą wierności człowieka wobec Boga (zadawanie pytań do tekstu).

3. Zapytanie dzieci o przykłady konkretnych czynów człowieka, świadczących o jego miłości do Boga (praca metodą„słoneczka”).

4. Zwrócenie uwagi uczniów na konieczność świętowania niedzieli, a zwłaszcza uczestnictwa w niedzielnej mszy świętej.

5. Przybliżenie dzieciom niedzieli jako dnia świętego i ukazanie sposobów jej świętowania.

III. Utrwalenie

1. Podsumowanie i utrwalenie zdobytych wiadomości (wykonanie zadań w zeszycie ćwiczeń na stronie 39).

 2. Modlitwa na zakończenie lekcji.

IV. Zadanie pracy domowej

Zadaniem uczniów jest narysować swój Kościół.

Załącznik do lekcji: opowiadanie„Wierni rycerze”

Pewien książę chciał wybrać dla siebie drużynę zaufanych rycerzy. Ogłosił w księstwie, że każdy dzielny, młody człowiek może zgłosić się do niego na służbę. Przyjechało kilka tysięcy kandyda­tów. Najpierw były próby siły, zręczności, władania różnego rodzaju bronią, jazdy konnej. Wyłoniono kilkuset najlepszych. Później specjalni doradcy przepro­wadzili z młodzieńcami liczne rozmowy, aby przekonać się, kto z nich ma choć trochę ogłady, wykształcenia, umiejętności potrzebnych w różnych życiowych sytuacjach. Zostało kilkudziesięciu.

Następnego dnia książę zaprosił wszystkich na dziedziniec.

— Wyruszamy na niebezpieczną wyprawę. Muszę odwiedzić najdalej poło­żone miasta mojego księstwa. Leżą za olbrzymią puszczą, pełną dzikich zwierząt, rozbójników, bagien i zarośniętych bezdroży. Macie być cały czas blisko mnie, aby czekać na rozkazy.

Kawalkada ruszyła. Książę obok swojego rumaka prowadził jeszcze jednego konia, objuczonego ciężkimi workami. Przedzierali się przez puszczę. Rzeczywi­ście była groźna. Od czasu do czasu słychać było odległe wycie wilków, burcze­nie niedźwiedzi. Gdzie niegdzie przy drodze widniały groby nieszczęsnych pod­różników, obrabowanych i zamordowanych przez bezlitosnych zbójów.

W pewnym momencie jeden z kandydatów zeskoczył z konia i schylił się po coś na ziemi.

— Złoto! — krzyknął, pokazując wszystkim niewielką, błyszczącą monetę.

— Ja też znalazłem! — krzyknął inny.

Natychmiast większość wojowni­ków zeskoczyła z koni i poczęła grze­bać w piasku na drodze. Kilku zawróciło nawet, cofnęło się i też znalazło złote monety. Inni podążyli ich śladem, przeszukując drogę, pobocze, wszystkie mijane polany i postoje. W wielu miejscach leżały złote monety.

Tymczasem książę szedł na przedzie, nie zwracając pozornie uwagi na wrzawę za plecami. Prawdę mówiąc, złoto pochodziło z jego zapasów, wiezio­nych na jucznym koniu. Władca zrobił w worku niewielką dziurę, aby od czasu do czasu wypadła jakaś moneta. Niekiedy rzucił ukradkiem coś na boki. I te właśnie monety stały się przyczyną zamieszania.

Kiedy już przejechali z dziesięć kilometrów, książę wreszcie przystanął. Spojrzał za siebie. Ludzie zniknęli w poszukiwaniu złota. Zostało przy nim zaledwie dwóch wojowników.

— A wy? — zdziwił się władca. — Nie szukacie pieniędzy?

— Wyruszyliśmy, by służyć naszemu panu i bronić go w razie niebezpie­czeństwa — odparli rycerze.

Książę uśmiechnął się z zadowoleniem.

— Witajcie w mojej drużynie.

 

Opracowała: Grażyna Kieruzel

 


Powrót | Do góry
Zaloguj się

, aby dodać komentarz.