1 lutego, poniedziałek
Pogoda: zima się nami znudziła – odchodzi, ale wraca za tydzień z podwójną mocą.
Ferie: zaczynają województwa dolnośląskie, mazowieckie, opolskie i zachodniopomorskie. W jednym z nich znajduje się pewna szkoła, a w niej pokój nauczycielski z palmą, która zna wszystkie tajemnice uczniów i nauczycieli...
Poniedziałek, dziewiąta rano, wszyscy mają ferie, a ja– Kopciuszek– nie. Mamy„Zimę w szkole”. Wzięłam zajęcia teatralne z dzieciakami, każdy grosz się przyda. Płaci nam Towarzystwo Rozwoju Kultury– bardzo zacna instytucja, ale tak skąpa, jak przystało na jej łysych działaczy. Wychodzi 20 złotych za godzinę, co po tygodniu da mi niecałe pięć stówek. Dobra psu i mucha, ja tam ciągle nie mam pieniędzy i nie wiem jak radzi sobie taka Dorota, która– owszem– ma. I nie to, żeby miała świetnie zarabiającego męża jak Mirka, nie– pracuje człowiek w jakimś przedsiębiorstwie. Dorota umie oszczędzać, a ja… robić teatrzyki. Zaczniemy od„Kasi, co gąski zgubiła”. Oto siedzę pod palmą i kończę poprawiać scenariusz. Muszę zmienić to i owo, bo Lis tylko jeden w bajce, a ja mam trójkę dzieci, które chcą być Lisami. Gąskami nie chce być nikt. Drzewem będzie Leon, bo to też niepopularna rola (stoi się cały czas i obrót w połowie spektaklu). Z góry dopisuję rolę księżniczki i przyjaciółek Kasi, bo w grupie jest sześć dziewczynek i każda zechce główną rolę (znam je, część jest z mojej klasy). Złą macochę będę musiała chyba sama odegrać… Oto jak za młodu ujawnia się natura ludzka– każdy chce pierwsze skrzypce i pozytywny wizerunek, ech życie, życie! Dobrze, że Benita w góry jedzie za tydzień dopiero, to mi pomoże z dekoracjami.
– Lisie, oddawaj nam nasze gąski!– wpisałam chóralną kwestię dla trzech Kaś.
– Co z tego będę miał?– zapyta Lis przebiegle.
– Kasię za żonę!– odpowie Kasia nr 1, która chce się poświęcić za gąski.
– O, nie!– zawoła Lis– nie chcę Grubej Kuli za żonę...
No tak, musiałam obsadzić Anię w roli romantycznej Kasi, bo jej mama zrobiła awanturę, że Ania wciąż gra krzepkich facetów i tożsamość jej się zaburza, a jej marzeniem jest zagrać księżniczkę… Co z tego, myślę sobie, i tak księciu wierzyć nie można, bo nigdy nie wiadomo, z kim w końcu zamieszka w swoim pałacu i jaki kolor pralki wybierze...
Dostałam rano paczuszkę, za potwierdzeniem odbioru. W niej mój zaręczynowy pierścionek z listem:„Proszę, zatrzymaj pierścionek. Należał do mojej babki, pamiętasz, bawiliśmy się razem w jej ogrodzie. Pasuje do przyjaciółki z dzieciństwa, nie do żony.”
Tak, pamiętam ogród, samą babkę też. Nosiła ten pierścionek, dostała go podobno od narzeczonego, który zaginął na wojnie… Oddała jego siostrze, a siostra znów jej, bo coś nie wyszło. To lśniące oczko ma jakiś dar niespełnienia...
I dalej z listu:
„Zamieszkamy za granicą, wyjeżdżam. Ale spotkamy się w lepszych okolicznościach i zawsze będziemy przyjaciółmi, prawda?”
Może. Mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy. Ach, nie tak wyglądałoby to w dawnych czasach! A jak?
– Bądź zdrowa!– powiedziałby Książę-Lis do wybranki, którą musi opuścić.– Nie mogę oddać gąsek nawet za kwiat twojej miłości. Czy zachowam twoją przyjaźń, Królewno?
– Bywaj zdrów!– odpowiedziałaby Kasia.– Ja królewną nie jestem, tylko zwykłą dziewczyną, a ty złamałeś mi serce, więc wyjedź i nigdy tu nie wracaj!