Nikt nic nie widzi!

Data dodania: 2010-01-28 13:24:13

28 stycznia, czwartek


Karnawałowa sentencja przed weekendem:
Nic człowieka tak nie charakteryzuje jak rodzaj zabawy, której szuka. Kazimierz Przerwa-Tetmajer


To okrutne zaczynać drugi semestr zaraz po wystawieniu ocen, bez żadnej przerwy. Za dawnych czasów było dwa tygodnie ferii i dopiero. Ale teraz mamy wolne fazami, dla idei równomiernej turystyki i dobra górali chyba. Jeszcze kilka dni, tylko kilka dni i niech się staną ferie, bo nam tu palma w szkole zakwitnie.

Na razie kwitnie miłość. Filip i Agnieszka udają przed nami, że między nimi nic się nie dzieje– choć wcale nie muszą. Wszyscy są za, nawet Dorota ma doniesione, żeby złamanie przedłużać w nieskończoność, bo nam tu się nowa para tworzy. Szybkie spojrzenia, dyskusje na zapleczu… Oni udają, że nie– my, że nic nie widzimy… Za to dyrektor i Jula już nie ukrywają niczego– choć oni akurat to raczej powinni. Doszło do tego, że razem przyjeżdżają samochodem. Do tego Jula zostawia płaszcz w gabinecie Dyrka, za co woźna popatrzyła na nią ostatnio tak, jakby butów dziewczyna nie zmieniła. My oczywiście udajemy, że nic nie wiemy...

Gadamy sobie na przerwie o karnawale, zimie i studniówce u licealistów, bo wszyscy jesteśmy zaproszeni. Nie wiem, czy pójdę. Nie o to chodzi, że sama, ale nie mam nastroju. Wczoraj wysłałam w małej paczuszce swój zaręczynowy pierścionek… Z drugiej strony uczyłam sporą część tych licealistów, specjalnie przyszli zaprosić… nie wiem.

– A gdzie jedziecie na ferie?– zapytał ni z gruszki, ni z pietruszki Filip.

– O, ja mam już dwa stosy książek i z dzieckiem własnym posiedzę– powiedziała Mirka.– Mam zamiar się lenić, lenić i… lenić!

– Ja w Tatry jadę z córką– dorzuciła po chwili Benita.– Po stówie za dobę, cena jak za zboże!– westchnęła, bo jednak nie tak łatwo żyć z jednej nauczycielskiej pensji. Mirka, która pensję nauczycielską rozpuszczała na drobne przyjemności własne, bo mąż jej zarabiał wystarczająco na wszystko inne, zaczerwieniła się lekko z poczucia winy. Udaliśmy, że nie widzimy.

– Ja jadę na obóz narciarski– z dumą wyprężył sweterek Filip– i jeszcze mi zapłacą! Sprytnym trzeba być!

– Agnieszka też jedzie?– nie mogła odmówić sobie Małgosia, i oczywiście trafiła w sedno. Filip zrobił głupią minę, a Agnieszka udała, że nie słyszy. My, że nie wiemy o co chodzi...

Wezmę chyba zajęcia w szkole i Leona poćwiczę do sprawdzianu. Miał pojechać z Filipem na obóz, załatwiliśmy zniżkę, ale matka się nie zgodziła. Kto będzie odwalał robotę w domu? Ale Leoś nie zmartwił się zbytnio, stwierdził, że nawet dobrze, bo Ufo nie zostanie tylko na mojej głowie. Większość z nas zresztą siedzi w ferie w domu, nauczyciele i dzieciaki. Nie dla nas Austria i lodowiec w Kaprun, za to zaległe porządki, w domu i duszy– jak najbardziej… Ja najpierw zamierzam długo spać– a potem napiszę historię pewnego pierścionka. Ha!

Do pokoju wszedł zastępca dyrektora i wygłosił orędzie na temat ferii– jego zdaniem, kto nie wyjeżdża jako wychowawca z młodzieżą, powinien przebywać w szkole dwie godziny dziennie, bo ferie są tylko dla uczniów, nie dla dorosłych. A co jest tylko dla dorosłych? Filip stanął za nim i zaczął stroić pozy i gesty zdecydowane tylko dla dorosłych. My, dusząc się ze śmiechu, udawaliśmy, że nie nic widzimy...