Polecamy:

Twoja ankieta w 3 krokach




pokoje-stancje.pl
Scenariusz przedstawieñ szkolnych
Lekcja w kinie

Po co kobiecie mąż nauczyciel?

Pobierz do PDF Wydrukuj stronÄ™
Data dodania: 2010-08-17 07:09:01

Nauczycielka ma męża po to, aby na nią zarabiał. Ale jaki może być pożytek z faceta, który sam jest nauczycielem? Nieraz zastanawiam się, co moja żona we mnie widziała. Dodam, że byłem nauczycielem przed ślubem, więc świadomie za mnie wyszła.

Moja ukochana pracuje w firmie, co ma swoje dobre i złe strony. Złe są takie, że moi koledzy w pracy nieraz mi dogryzają, pytając, jak się czuje facet, którego żona więcej zarabia. A jak mam się czuć? Tak samo jak kobieta, której mąż zarabia więcej. A dobre są takie, że jak mi ktoś dogryza za mocno, to mówię, iż ja mam wybór, zawsze bowiem mogę ze szkoły odejść. Braku tych groszy, które wnoszę do domowego budżetu, rodzina nawet nie zauważy.

Ostatnio czytałem, że kobieta może prać, prasować i gotować, ale tylko dla mężczyzny, który dobrze zarabia. Myślę, że to działa w obie strony. Dlatego w domu ja gotuję i często robię porządki. Myślę, że jak różnice między zarobkami moimi i żony będą nadal się pogłębiały, wszystkie domowe obowiązki spadną wyłącznie na mnie.

 

-SS-


Powrót | Do góry
Zaloguj siÄ™

, aby dodać komentarz.

Piotr, gratuluję. Dobrze, że dodatkowo zarabiasz pieniądze dla rodziny. Ale powiem Ci, że pielęgniarka (pracująca w dobrze prosperującym szpitalu)ma podobne dochody netto jak Ty. Nie wspomnę już o lekarzach, o wojskowych, o sędziach i prokuratorach ! Oddzielnym tematem są emeryci! Temat rzeka. W tym także emeryci wojskowi pracujący w szkołach. Ich rodziny mogą być spokojne. Nie zabraknie im pieniędzy na kredyt, na wizytę prywatną u lekarza, na dodatkową edukację dzieci. Ja byłam załamana, kiedy przeczytałam , co napisała Zebra 12 - samotna matka i iwona4 ever. Miałam wrażenie, że blog jest fikcyjny, wśród moich znajomych nauczycieli nie ma bowiem zadowolonych z naszego wynagrodzenia, ale teraz, kiedy pojawiły kolejne wpisy, zaczynam wierzyć, że wspólnie może coś osiągniemy. Może nawet założymy związki nasze- nauczycielskie ! Może wreszcie zaczniemy godziwie zarabiać ? Musimy wspólnie głośno wypowiadać swoje zdanie. Pozdrawiam wszystkich nauczycieli!
Nie przesadzajcie. Trochę latek pracuję w szkole. Proponuję trochę więcej opratywności, a nie po 18 godz pracy i 1 godz. na poprawach prac siadać i narzekać. Pracujemy gdzie pracujemy i podjąć trochę wyzwań. Uszczknąć coś z tak długiego urlopu wziąć mały kredycik i hola do pracy. Wyciągnąłem w tym roku 100 tys. netto. Moja żona nie pracuje 2 dzieci na utrzymaniu, w tym jeden studentem. I nie wciskać mi, że zaniedbuję obowiązki w szkole. Miałem odejść ze szkoły. Na drugi dzień po zakończeniu roku szkolnego Samorząd wręczył mi klucze do nowego mieszkania abym pozostał i nie żałuję. Właśnie wróciłem z żoną z zagranicznych wczasów.
Pamiętam, jak siedem lat temu zaczęłam pracować w szkole z pensją 670 zł. Dobrze, że mieszkałam z rodzicami :) Potem harowałam jak wół ucząc 40 godzin tygodniowo (w państwowej i prywatnej szkole języków), w weekendy pracując nad przygotowaniem zajęć, sprawdzając stosy testów, bo w tygodniu wracałam z pracy po 21 i jedyne co byłam w stanie zrobić to coś zjeść i iść spać, bo rano trzeba było wstać o piątej. Do tego przez pierwsze dwa lata studiowałam na uzupełniających magisterskich w piątkowe popołudnia i sobotnie przedpołudnia. Trzeba było się uczyć i to dużo! Jak teraz o tym myślę, to nie wiem jak dałam radę to zrobić. Pamiętam, że zasypiałam w tramwaju jadąc z pracy do pracy. Na nogach trzymała mnie non stop pita kawa. Ale miałam swój cel i udało się: kupiłam małe mieszkanie na kredyt (współkredytobiorcami byli rodzice, bo mimo pracy w drugiej szkole bank nie chciał uznać tych zarobków, nie była to umowa o pracę - a w szkole zarabiałam za mało na jakikolwiek kredyt hipoteczny). W ten sposób pociągnęłam 4 lata. Potem nagle wszystko zaczęło się sypać - odszedł partner, który miał dość mojej ciągłej pracy i zestresowania - zresztą i tak prawie się nie widywaliśmy, nie pamiętam, żebym cokolwiek gotowała dla nas, czasem podejmowałam heroiczny wysiłek sprzątania. Zaczęłam chorować. Skończyło się operacją, depresją i strachem, że nie wrócę już do normalnego życia. Obecnie wszystko się zmieniło: pracuję już tylko w swojej szkole, bo na więcej nie mam siły ani ochoty. Mieszkanie zostało sprzedane z dużym zyskiem, które z narzeczonym przeznaczyliśmy na koszty zakupu większego mieszkania i remont. Właśnie dowiedziałam się, że coś nie tak jest z moim sercem i będę musiała się leczyć, zatoki też mam rozwalone. A jeszcze nie mam trzydziestki. Pamiętam jak przyszedł przelew po sprzedaży mieszkania. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to jest ekwiwalent 4 lat harówy, zmarnowanego zdrowia i sporej części życia (do dziś odczuwam tego efekty). I wiecie co? Nie było warto. Najgorsze jest to, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie to, że nie byłam w stanie żyć ze swojej pensji! Pytam - czy to jest normalne??? Dodam tylko, że mój narzeczony zarabia dwa razy więcej ode mnie. A przede mną staż na dyplomowanego. Jaką mam motywację, żeby go odbywać? Wiem, ile zarabiają dyplomowani, bo są nimi moi rodzice. Efekt jest taki, że mamie wyliczyli 1300 zł emerytury, tacie 1500 (brutto) i, mimo że mogą, nie wybierają się na emeryturę. Kiedy byłam na stypendium sfinansowanym przez Unię na kursie dla nauczycieli w Anglii, nauczyciele z Hiszpanii, Niemiec zapytali nas ile zarabiamy. Przeliczyliśmy na euro. Najpierw się zaśmiali, a widząc nasze poważne miny dziwnie tylko na nas spojrzeli. Zgadzam się z amagdą - co to za kraj ???!!!
Uważam, że nauczyciele to grupa ludzi żyjących w stresie i pod presją, wiem jestem nauczycielem. W mojej szkole i miejscowości z nauczycielami robią co chcą, jeden jest niewygodny zastępuje się go młodszym, tańszym, kimś znajomym. Człowiek nie jest pewny następnego dnia. A nasza solidarność zawodowa? Nie ma jej, uważam, że gdybyśmy byli bardziej zorganizowani nasza sytuacja (nie tylko finansowa) uległaby poprawie. Zbyt łatwo ulegamy i poddajemy się, wstyd się przyznać, ale każdy się boi, co to za kraj?
iwona4ever - jak ci wystarcza to dobrze i jak cię taka wyplata satysfakcjonuje to drugie dobrze. Ja tak nie uwazam. Uwazam natomiast ze KAŻDA grupa zawodowa w tym kraju jest wykształcona dzięki pracy ciągu nauczycieli na róznych etapach kształcenia, a co za tym idzie uważam ze praca KAŻDEGO nauczyciela od nauczania początkowego do profesora na uczelni jest jednakowo ważna, - dobrze przygotowany materiał przekazywany jest w następne ręce. Każdy z nas oddaje swoją wiedzę dzięki której mamy lekarzy, prawników itd zarabiających po 7 tys zł i więcej... i nie mogę sobie wytłumaczyć tzn znaleźć chociażby jednego powodu dla którego mam zarabiać mniej. ..a co do zebry12 - zmienisz zdanie jak ci sie zakręci kran z dopływem gotówki, bo nie wierzę żebyś co miesiąc wydawała na ubrania i buty dla dzieci 900 zł... po prostu kasa ci zostaje od byłego która zwiększa twoją pensje - domniemam ze od siebie nie dorzucasz po równo ...
Do wypowiedzi zmusił mnie komentarz Zebry, a raczej hipokryzja w temacie. Każdy z nas ma inną sytuację. Niewiele jest takich głosów, gdyż trudno wyobrazić, że krzywdzące społecznie wynagrodzenie za pracę może być wystarczające. Zebra jest zadowolona, lecz nie dodaje że alimenty 900 i zasiłki rodzinne, które otrzymuje, jest równowartością pensji męża-nauczyciela. A tego niema, nie je, nie płaci za ciągłe dokształcanie itd. Ja mam prawo do tego krytycznego głosu, gdyż moja rodzina rozpadła się właśnie z powodu pensji nauczyciela, a raczej konsekwencji tego-braku możliwości realizacji planów życiowych. Żyję tu gdzie mówią: dobrze, że masz pracę. Nie mam możliwości "dorobienia" i innych źródeł, jak duża część kolegów i koleżanek. Wymagania i toksyczność mojego miejsca pracy jest tak wysoka, że byłoby to niemożliwe. Bądźmy uczciwi i uważni w swoich wypowiedziach, czy przypadkiem nie robimy kreciej roboty innym. Pani Hall, sądzę też czyta.
  • cc
  • 18.08.2010, 9:48
Zastanawiam się czy twórca tego blogu jest postacią prawdziwą czy być może wirtualnym nauczycielem stworzonym przez Literkę albo gorzej - przez MEN Moje przypuszczenia wynikają z faktu, że trapi go tak wiele problemów, że jest wręcz kozłem ofiarnym większości problemów szkolnych. ;) Ostatnio wypowiedziałem się przeciw wakacjom a właściwie proponowałem zlikwidowanie wakacji dla dzieci i nauczycieli aby społeczeństwo przestało wytykać nauczycielom długość urlopu i to było w pewnym stopniu szwejkową kpiną. W niedługim okresie czasu dowiedziałem się, że MEN planuje takie ruchy! Zatem obawiam się wypowiadać publicznie bo każda kpina może być podchwycona przez czającą się zza węgła panią Hall, która być może czai się w Literce. Zatem mówię teraz, że nauczyciele świetnie zarabiają, mają dużo wolnego czasu i uwielbiają darmową pracę dla dobra dzieci, szkoły i dla siebie samych oraz swoich rodzin. Rodziny nauczycieli zachwycone są statusem materialnym i kształcą swe pociechy w tym samym kierunku i w ogóle to cały naród w tej chwili pragnie pracować w tym zawodzie. A związkowcy już nie są potrzebni bo wszyscy są szczęśliwi i będą szczęśliwsi. Jest po prostu cudownie. Pani Hall i wszyscy rządzący, możecie więc liczyć na nasze poparcie! Tfu.

Ostatnio edytowany: 2010-08-18 09:52:33

Acha i jeszcze jedno. Czy ktoś z tych zadowolonych z pensji chodzi prywatnie się leczyć? Idę do stomatologa z moimi dziećmi - jedna nasza wizyta - 420 zł, ortodonta - jedna wizyta(dwie głowy, trzecia jeszcze za mała)- ok.130 zł, nie wspomnę o szkolnych wydatkach. Jak to wszystko ogarnąć?
:) . . . . /. . . . .

Ostatnio edytowany: 2010-08-18 00:56:49

Czy pensja nauczyciela jest wysoka? Filozoficzne pytanie. W zależności do czyich zarobków przyrównać. Jeśli do koleżanki w supermarkecie należy sie cieszyć i Pana Boga całować po nogach. Jeśli do mojego ucznia, który ledwo ukończył gimnazjum, założył firmę, jeździ najnowszym mercedesem i pyta, dlaczego pani pracuje za tak marne grosze... to należy zapytać: "co ja tutaj robię". Pytanie to pojawia się szczególnie wtedy, gdy muszę dorabiać, żeby móc sobie pozwolić na wyjście do teatru z dziećmi dwa razu w roku (bilet 35 zł/os), bo do opery nie chodzę (bilet ok. 80 zł), za dużo jak dla mnie.
Jestem nauczycielem języka polskiego w gimnazjum. Od roku mianowanym. Odkąd pamiętam pragnąłem pracować w tym zawodzie. Praca ta dostarcza mi wiele radości, uwielbiam zajęcia z młodzieżą i nie zanosi się, aby coś się zmieniło w tym względzie. Jednak nie mogę zgodzić się z twierdzeniem Szanownych Przedmówczyń, iż nauczycielska pensja jest godziwa! W mojej gminie nie ma jakichkolwiek szans na nadgodziny (taka polityka władz, które niby "walczą" z bezrobociem). Urząd Miasta w głębokim poważaniu ma naszą pracę - dodatek motywacyjny mam najwyższy w szkole (wraz z dwoma koleżankami) - 50 zł (słownie "pięćdziesiąt złotych") - żenada!!! Miejska (pożal się Boże) Komisja Oświaty wymaga przygotowywania kilku imprez szkolno-miejskich w semestrze i naszym kosztem (uczniów i nauczycieli) spija później śmietankę, zapraszając oficjeli z powiatu, kuratorium, biskupstwa itd. Moja popołudniowa praca oczywiście jest wtedy nagradzana, ale tylko gromkimi brawami i słowami uznania. Twierdzę, że zarabiam naprawdę niewielkie pieniądze w zestawieniu z moim wkładem. Dla mężczyzny, głowy domu (choć to brzmi nieco staroświecko i może nieco pretensjonalnie, ale niech tam...), z dwójką dzieci, są to pieniążki niewielkie. I zbytnio nie zmieni takiego stanu rzeczy osiągnięcie niebawem stopnia n-la dyplomowanego. Tak więc mimo że uwielbiam swą pracę i wiem, że właśnie młodzież w trudnym okresie gimnazjalnym to moje powołanie nie widzę innego wyjścia, jak zacząć rozglądać się za lepiej popłatnym zajęciem. Szkoda - znam swą wartość i wiem ile dzieciaki stracą. Tym bardziej, gdy widzę nierzadko bezradność niektórych moich koleżanek po fachu wobec uczniów, ciągłe konflikty, miny jakby, ktoś je posłał do gimnazjum za karę - cotygodniowe kłębki nerwów. Jako grupa zawodowa nie jesteśmy zorganizowani, zbyt potulni i układni. Z Czechów się śmiejemy, ale czeski nauczyciel zarabia o 75% więcej niż polski. A prestiż naszego zawodu dlaczego jest tak żenująco niski? Bo żenująco niskie są nasze zarobki. I tyle. Scena wypłaty z filmu "Dzień świra" to nie fikcja, to nasza (moja) codzienność. Niestety.
Popieram zdanie Zebry, jestem nauczycielką z 18 letnim stażem i nie uważam, żeby nauczycielskie pensje były przeraźliwie niskie. Oczywiście chciałabym zarabiać więcej, ale starcza to co mam. Mąż nie jest nauczycielem i zarabia tyle co ja i jesteśmy kwita. Też mamy 3 dzieci i dajemy radę. A na kolonie dorabiać w wakacje nie pojadę choćby mi dawali za to majątek, na tą w miarę godną pensję haruję ciężko przez całe 10 miesięcy.
Dobrze,że autor mówi o dobrych i złych stronach pracy w firmie. Mój mąż zarabiał więcej niż nauczyciel, ale moja pensja to nie były grosze, więc zazdroszczę wynagrodzenia "żonie". Teraz pracuje , wyobraźcie sobie za mniejsze pieniądze niż nauczyciel, bo przestał podobać się w firmie.Cieszę się zatem ,że mam pracę, choć uważam,że rzeczywiście za dużo tych nieźle zarabiających mężów i żon, bo jakoś nasze środowisko nie potrafi walczyć o swoje. Pielegniarki wywalczyły sobie zauważalne podwyżki, że nie wspomnę o lekarzach! A my, czyżbyśmy byli gorsi? Chyba tak i te nasze związki jakieś "powiązane", mam wrażenie niejednorodne. Nauczycielka dyplomowana, każdego roku egzaminator i wychowawca na kolonii.
No bez przesady. Jestem samotną matką i utrzymuję 3 dzieci z pracy w szkole. Mam jeden etat, nie daję żadnych lekcji, bo zwyczajnie nie mam na to czasu, zwłaszcza, że dojeżdżam, do pracy 25 km w jedną stronę. Nie mam innych dochodów, poza skromnymi alimentami. Skromnymi, bo 300 zł na dziecko. Żyję, stać mnie na wakcje i kolonie dla dzieci. Fakt, że skromnie, ale nie można przesadzać w drugą stronę.