22 lutego, poniedziałek
Motto dnia: Można mieć dwie twarze, ale jedną przynajmniej trzeba zachować dla siebie! Józef Jotem.
Luty 2010 upływa pod znakiem pożegnań i powitań. Dzisiaj z kawką na do widzenia przyszła Julka. Przyniosła pączki, i zaraz zaistniał dylemat, że w poście nie wypada.
– No jak to nie? – Mirka wciągała już trzeciego pączusia. – Nie ma w nich ani odrobiny mięska, naprawdę, zresztą dziś nie piątek, przestańcie!
Ale Basia z biblioteki słodyczy w poście nie jada, Zojka i katechetka Marta (co bardziej zrozumiałe) też nie.
– Nie szkodzi dziewczynki – zamruczała Mirka. – Ja zjem wasz przydział.
Zaczynam się o nią niepokoić... Wszedł ksiądz i sięgnął po pączka. Stronnictwo ascetów zamarło, ktoś zadał bolesne pytanie. Ksiądz wzruszył ramionami:
– Od socjalizmu – powiada – mięsa nie jadam tylko w piątki. W każdy inny dzień cenię sobie, że już głodu nie ma. A w poście to nie piję alkoholu. I nie oddam Mirce swojego pączka!
– O! – ucieszyła się grzeszna Julka – częstujcie się, to na pożegnanie...
– Jula, Jula! Gdzie ci będzie lepiej niż z nami?
– W niepublicznej francuskiej – oznajmiła Jula. – Akurat zwolniło się miejsce.
Filip już chciał walnąć coś w rodzaju: tylko tam szefa znowu nie podrywaj, ale nie zdążył. Weszli dyrektorzy a z nimi... „kapeluszowa dama”! Lat ze czterdzieści pięć, szykowna. Szybko wymieniłyśmy spojrzenia z Mirką – buty za ciężkie, torebka do kitu, kostium w barwach ochronnych. Takie nazywamy kapeluszowymi. Nosi kapelusz, możecie mi wierzyć, do kościoła, do teatru, teraz zostawiła w sekretariacie, na bank. Ale już wiedzieliśmy – oto nastała nam nowa dyrekcja. Cisza zapadła jak makiem zasiał, ktoś tylko cichutko i nieśmiało beknął...
Nastąpiła lustracja: ona nas a my ją. Zastępca przystąpił do prezentacji indywidualnej. Po co? Wymienia przy każdym tylko przedmiot i wychowawstwo! Okropne. Jakby nas nie było, jakbyśmy nie mieli koloru oczu, znaków szczególnych tylko: Pani Mirosława, przyroda, klasa VI b. A że łakomczuch, opiekunka żółwi, tak – spóźnialska, ale przy tym najlepsze wyniki dydaktyczne? Pan Filip – informatyka, VI a... A gdzie, że to nasz jajcarz naczelny, więcej uroku niż urody męskiej, obłędnie zakochany w Agnieszce? Pani Małgorzata: język angielski, bez wychowawstwa... O, a gdzie szczypta próżności, kłopoty z facetami i bankructwo z powodu wydatków na ciuchy... A ja? Ujął mnie w dwóch linijkach. V b i język polski. A moje życie wewnętrzne, nieszczęścia w miłości, pies Ufo i to, że nie ubieram się klasycznie?
– Nie ubiera się pani zbyt klasycznie – uśmiechnęła się do mnie nowa dyrektor, ale bez złośliwości. Gębę otworzyłam, żeby podać prawdziwe charakterystyki kolegów, z księdzem włącznie, który nie jest tylko „religia i bez wychowawstwa”, ale równy koleś w sutannie i zna odpowiedzi na takie pytania, że byś się zdziwiła kapeluszowa babo! I nie tak łatwo z nami!
Nie dane mi było. Rozległa się syrena strażacka, pod oknem z piskiem zahamował policyjny radiowóz. Skąd, no skąd wiedziałam, że ma to coś wspólnego z moją klasą i nowym uczniem Piotrusiem? Ach, bo do notatki o mnie należy dodać jeszcze: maksymalna, kobieca intuicja!
Powrót | Do góry





, aby dodać komentarz.