Gdyby ludzie szczerze wyrażali swoje myśli, większość musiałaby się kończyć znakami zapytania! Jerzy Andrzejewski
Nasz pokój aż huczy od plotek i domysłów na temat nowego dyrektora. Na starego gadają teraz zwłaszcza ci, co go zawsze popierali.
– Dzień dobry by mu już niektórzy nie powiedzieli, gdyby nie to, że do kuratorium idzie– oburza się Mirka.– Ci, którzy nie narazili się nigdy zastępcy, pewniejsi, a co, kto wie może właśnie on...
– Tylko nie to!– prycham jak kotka. Rety, no nie, typ zastępcy nigdy mi nie odpowiadał, nie pasują mi jego metody wychowawcze, model zarządzania mi się nie podoba, i jego garniturek, i śliski jak śledź krawat, też nie! On nie znosi mnie równie szczerze– ubieram się zbyt oryginalnie i za często mówię prawdę… Uuu, przyszły na mnie czarne czasy...
– Nie, słuchajcie, podobno wcale nie zastępca tylko jakaś baba będzie!– śpieszy z nowalijką Małgosia, a ona kręci się w gimnazjalnej komisji CKE, może wiedzieć!
– Jak to, jak to?– otaczamy Małgosię ze wszech stron.
– No tak– Małgosia z poczuciem ważności zasiada w centrum.– Stwierdzili, że nie spośród grona, tylko ktoś całkiem nowy musi być. Julka też odejdzie, bo się huczek zrobił w oświacie, ale już ma miejsce w niepublicznej, tej francuskiej, będzie miała lepszą pensję i przebrane dzieciaki, o!
– Ale co z dyrektorką?
– No ma być, jakaś baba, mówię przecież, z zupełnie innego rozdania. Związek zawodowy ją popiera, ale nie wiem który. A może ma kogoś wysoko postawionego?– Małgosia nie mogła sobie przypomnieć, świetna z niej anglistka, i ładna kobieta, ale z inteligencją gorzej!
– Co ty mówisz– zdenerwowałam się na dobre– tego to już miało nie być! Powiedz lepiej co potrafi, czy ma zmysł organizacyjny, wiecie ile stary potrafił załatwić!
Zaczęło się: teraz dyrektor to menadżer, że też nasz musiał z tą Julką, widzicie jak facet zgłupieć potrafi, może dobrze, że baba… Jakie dobrze? Kobieta dyrektor skaranie boskie! Humory co miesiąc! Może wcale nie, bo będzie po menopauzie. Nie, facet powinien być! A tam facet, ty jesteś seksista i tyle!
Dzwonka nikt nie usłyszał, ale w drzwiach pokoju stanęła dyżurna, wyszukała mnie wzrokiem i wysepleniła:„Pse pani, pan dyrektor prosi panią do gabinetu!”. No to„posłam”.
W gabinecie oprócz dyrektora stał chłopiec. Niewysoki, gapił się w okno i olał moją skromną osobę całkowicie. Zauważyłam, że ma obgryzione paznokcie.
– To Piotrek– powiedział dyrektor– nowy uczeń w pani klasie, Piotr, przedstaw się.– Piotr cos mruknął, dyrektor westchnął i kazał mu wyjść.
– Syn mojego brata– powiedział.– Rodzice rozwiedzieni, chłopak dwa razy był na gigancie, narkotyki, drobne kradzieże, nie wiem co jeszcze. Brat jest świetnym lekarzem i naukowcem, szkolenia, kariera, sympozja za granicą, bratowa nie wytrzymała. Chłopak mieszka z matką… Chciałem pomóc, i tak wyszło, że mnie nie będzie… Dokuczałem pani czasem o te dżinsy z dziurami, ale pomoże mi pani?
No pewnie. Pociechy z Piotrusia wielkiej mieć nie będę, ale powiedziałam szczerze.
– Jasne. Panie dyrektorze, mniejsza o te dżinsy, strasznie żałuję, że pan odchodzi.
I uściskaliśmy się serdecznie.
Powrót | Do góry





, aby dodać komentarz.