8 lutego, poniedziałek
Motto na luty: "Najtrudniejszy jest koniec miesiąca. Zwłaszcza 30 ostatnich dni".Alfons Allais.
A luty ma tylko 28! Dlatego to najlepszy miesiąc w roku.
Babskie zwierzenia, zaskakujące wyznania. Cały weekend myślałam o naszym spotkaniu w pubie „Europa”. Dobrze, że Benita w tym tygodniu w górach, bo czasem jest tak, że jak powierzysz komuś tajemnicę, to na drugi dzień nie możesz na niego patrzeć...
Mirka zaszufladkowała nas w taki oto sposób: nieszczęśliwe, samotne panny-nauczycielki. O co to, to nie!
– Czujesz się nieszczęśliwa Benita? – krzyknęłam aż kelner się obejrzał. – Ja bynajmniej. Za bardzo siebie lubię, mam co robić, spektakl szykuję, mam psa i wspomagam rozwój niejakiego Leosia!
– Musicie zmienić stan dla dobra społecznego! Nauczyciel z ustabilizowaną sytuacją rodzinną i emocjonalną jest bardziej efektywny i zaangażowany. – Mirka machnęła ręką na moje życiowe cele. – Słuchajcie. Za dwa tygodnie przyjeżdża do mnie kuzyn i chcę żebyście go poznały. Niezły materiał genetyczny, chociaż – uwaga – nauczyciel. Może którejś z was się spodoba?
– Mirka, proszę cię – krzyknęłam zła okropnie – co ty, jakaś eduswatka.pl jesteś? Nie chcę poznać twojego kuzyna!
– Oho! Poznasz, to zdecydujesz. – Mirka polała ogromną bezę sosem waniliowym i zauważyłam złośliwie, że nieco przytyła. Benita milczała. Może jej przyda się kuzyn Mirki? O ile będzie miała odwagę w ogóle go poznać...
– No właśnie, Benia, nie przejmuj się tą naszą gadką o małżeństwach nauczycielskich. Niektórzy jakoś z tym żyją, zresztą nie musisz zaraz za mąż wychodzić, romans też dobra rzecz...
– Zazdroszczę wam – powiedziała nagle Benita – jesteście z dużego miasta, macie za plecami rodzinę... Od dziecka głaskane, co? Ja jestem z małej wsi, jak zaszłam w ciążę, dostałam od matki po twarzy tak, że jeszcze czuję. – Benia bezwiednie dotknęła policzka. Mama do dziś nie widziała mojej córki! Nie jest łatwo.
– No to tym bardziej musimy ci kogoś znaleźć! – krzyknęła Mirka, klasyczny typ zbawicielki świata. – Szybciej niż tobie (to było do mnie), Benia bardziej potrzebuje mojego kuzyna.
– Nie da rady – uśmiechnęła się smutno Benia – ja mam pecha wpisanego w życiorys. Do nieszczęśliwego lokowania uczuć. I już się stało.
– Beeniaaa! – krzyknęła Mirka i popatrzyłyśmy pytająco. Ba! Wbiłyśmy wzrok w Benitę. – Czyżby ktoś w szkole? – pokiwała głową twierdząco! To mógł być tylko... No tak. Jasny piorun, faktycznie! Trzeba było być ślepym, żeby nie zauważyć...
– FILIP??? – krzyknęłyśmy obie gromko.
Wyrzucą nas z tej knajpy, napiszą na drzwiach „TYCH PAŃ TU NIE OBSŁUGUJEMY” i zamieszczą nasze zdjęcia... Co tam., Benia potwierdziła.
– No to się wklepałaś dziewczyno. On świata poza Agnieszką nie widzi – szepnęłam. Bierz kuzyna Mirki...
– Taki mój los – westchnęła Benita – zawsze będę matką samotnie wychowującą dziecko, a jak mi się ktoś spodoba, to natychmiast zakocha się w kimś innym. Ale słuchajcie, nikt nic nie wie, jak mnie zdradzicie...
Złożyłyśmy przysięgę milczenia podpisaną na serwetce kawiarnianej własną krwią, czyli szminką Mirki. Zawarłyśmy trójprzymierze. Mirka – jak i ja – cały weekend myślała jak pomóc Benicie. Każdy wie, że klin klinem, więc nadzieja była jedna: akcja kuzyn.
Powrót | Do góry





, aby dodać komentarz.