Od czasu do czasu "Gazeta Wyborcza" opisuje kuriozalne perypetie towarzyszące próbom wprowadzenia do polskiej szkoły nauczania etyki.
Niedawno dowiedzieliśmy się, że do prowadzenia tego przedmiotu, usytuowanego w programie szkolnym jako alternatywny wobec religii, szykują się głównie... katecheci. Ostatnio natomiast, że wystarczającą do tego kwalifikacją ma być zaliczenie z filozofii uzyskane na jakichkolwiek studiach oraz odpowiednia postawa moralna. Mało tego, nauczanie etyki czy filozofii, z ich pluralizmem doktryn i koncepcji, jest trudno wyobrażalne w polskiej szkole, gdzie panuje dogmatyzm naukowy i wyznaniowy.
Polską szkolą rządzi dogmat, a kontrowersje, rozbieżności i wątpliwości są skrywane lub tępione. Nie ma dyskusji, jest wkuwanie. Na lekcjach fizyki uczeń nie dowie się o istnieniu różnych i rozbieżnych interpretacji mechaniki kwantowej ani o jej niespójności z mechaniką relatywistyczną (teorią względności), podobnie jak na lekcjach matematyki - o twierdzeniach limitacyjnych, wykazujących niespójność czy niezupełność wiedzy matematycznej. Ma wkuć definicje i umieć rozwiązywać równania, które - jakżeby inaczej - mają tylko jedno właściwe rozwiązanie. Tak samo jest na lekcjach religii. To nie jest nauczanie o różnych koncepcjach i kontrowersjach teologicznych, rozmaitości religii czy odmienności wyznań, lecz wkuwanie katechizmowo ujętych dogmatów religii przedstawianej jako jedyna prawdziwa i słuszna.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Powrót | Do góry





, aby dodać komentarz.