Wiele szkół zafundowało sobie wolne między świętami a długim weekendem majowym. Zrobiły się z tego dwutygodniowe ferie. Wszystko zgodnie z nowymi przepisami, które we wrześniu wprowadziła minister Hall. Otóż szkoły uzyskały prawo do dodatkowych dni wolnych, np. w liceum jest to aż 10 dni. Kiedy zostaną wykorzystane, decyduje dyrektor placówki w porozumieniu z radą pedagogiczną. Najkorzystniej jest wykorzystać te dni między świętami, zrobi się wtedy solidna przerwa. Nie ma to, jak być nauczycielem! Można mieć pięć razy w roku długi urlop.
Teoretycznie są to dni wolne od zajęć dydaktycznych, ale nie od pracy. Nauczyciele powinni być w szkole i wykonywać inne obowiązki niż prowadzenie lekcji. Jednak w praktyce nie trzeba przychodzić do szkoły. Specyfika pracy nauczyciela na tym polega, że można ja wykonywać w domu, a jeszcze lepiej nad morzem albo w górach. Przecież po to ma się tyle wolnego, aby gdzieś wyjechać.
Znajomi, których spotkałem podczas świąt, byli wściekli na nauczycieli z powodu niespodziewanych ferii. Jak szkoła ma wolne, to rodzice nie wiedzą, co zrobić z dziećmi. Przecież sami idą do pracy. W mojej szkole nie byliśmy tak mądrzy, aby zrobić sobie wolne między świętami a długim weekendem majowym. Niestety, większość szkół tak zrobiła, nawet podstawówki. Dlatego rodzice mnie atakują, a ja próbuję tłumaczyć kolegów po fachu. Wprawdzie jestem pewien, że nauczyciele przesadzili z tymi wolnymi dniami, jednak niezręcznie mi krytykować swoją grupę zawodową. Dlatego staram się znaleźć jakiś argument na obronę. Tylko nie bardzo wiem, co usprawiedliwia tę nauczycielską skłonność do robienia sobie wolnego przy każdej okazji.
-SS-
Powrót | Do góry






Komentarze
Ostatnio edytowany: 2011-04-27 19:22:27