Cały czas dyskutujemy o imprezie z okazji Dnia Nauczyciela. Chodzi o pieniądze. Dawniej bawiliśmy się na koszt nagrodzonych. Dużo wcześniej było wiadomo, kto otrzyma zastrzyk finansowy, więc nagrodzeni nie mogli wymigać się od zwyczaju, że trzeba coś postawić kolegom. Teraz, gdy nie wiadomo, kto otrzyma nagrodę, musimy złożyć się sami. I właśnie z tym jest problem. Ludzie nie chcą się składać.
O naszych problemach dowiedziała się szefowa. Zakomunikowała, że wynajęła salę w restauracji i prosi, abyśmy wpisali się na listę. Kto idzie, a kto nie? Najpierw ludzie się bardzo ucieszyli, masowo zadeklarowali chęć uczestniczenia w imprezie, ale później zaczęli się zastanawiać, skąd dyrekcja weźmie pieniądze. Gdy przyciśnięto do muru księgową, okazało się– to tylko plotka– że będziemy się bawić za pieniądze z funduszu socjalnego. A to nie wszystkim się spodobało. Co roku brakuje bowiem środków na zapomogi, pożyczki, bony na święta, sytuacje losowe i inne konieczne cele, a tu okazuje się, że fundusz zostanie jeszcze pomniejszony o wydatek na rzecz restauracji. Kilka osób natychmiast się wypisało i zaczęło gadać, że chcą, aby dać im ich część, powiedzmy 50 zł, do ręki. Skoro nie idą na imprezę, więc nie skorzystają z funduszu socjalnego, to należy im się gotówka.
Osobiście uważam, że wydatki na imprezę z okazji Dnia Nauczyciela powinny być jasno określone w statucie szkoły albo w jakimś innym dokumencie, może nawet w Karcie Nauczyciela. Naprawdę nauczycielom należy się, aby raz w roku zostali podjęci przez dyrekcję szampanem, tortem i dobrym słowem. Nie musi to być wcale w restauracji. Może być w szkole, ale z pompą, a nie jak to jest dzisiaj: kwiatek, rączka i do widzenia. Powinno być głośno, uroczyście, oficjalnie i na koszt szkoły, koniecznie z szampanem, a nie po cichu i de facto na koszt pracowników.
-SS-
Powrót | Do góry





Komentarze